ultra maratończyk

Steve jest ultra biegaczem, który mieszkał na całym świecie i ukończył 100-milowe maratony ultra, a także kilkudniowe zawody. Rozmawia z Sundried o swojej podróży.

Czy zawsze byłeś w sporcie?

Tak, zawsze lubiłem sport. Jako dziecko dorastające w małym miasteczku w wiejskim stanie Minnesota, sporty szkolne były sposobem na zajęcie. Moje miasto było znane z posiadania dobrej drużyny zapaśniczej, więc zacząłem to robić, gdy miałem 7 lat i kontynuowałem to przez kilka lat.

W liceum biegałem z powrotem w drużynie futbolu amerykańskiego i grałem w drużynie koszykówki. Moim prawdziwym zainteresowaniem była lekkoatletyka, gdzie byłem sprinterem i tyczką. Na studiach dołączyłem do drużyny lekkoatletycznej i byłem jej kapitanem na ostatnim roku.

Po ukończeniu uniwersytetu przeniosłem się do Niemiec, aby kontynuować naukę i zacząłem grać w koszykówkę kilka razy w tygodniu. Bieganie w tamtym czasie było tylko sposobem na utrzymanie formy w koszykówce.

Jak zacząłeś biegać?

Zacząłem biegać, kiedy przeprowadziłem się do Brukseli. W kantynie roboczej był znak, który próbował nakłonić ludzi do przeprowadzenia 20-kilometrowego wyścigu dla zespołu firmy. Pomyślałem, że to dobry sposób na poznanie ludzi. Byłem wtedy w całkiem niezłej formie i pomyślałem, że to może być nawet zabawne.

Będąc moim pierwszym wyścigiem, zacząłem z tyłu, a potem większość wyścigu spędziłem mijając ludzi. To była świetna zabawa i niesamowite uczucie przekraczania linii mety. Byłem uzależniony. Ten pierwszy półmaraton szybko przerodził się w kilka. Ostatecznie zdecydowałem się przebiec maraton. W pewnym momencie maratony szosowe zamieniły się w maratony szlakowe i naturalnym kolejnym krokiem był ultra. Teraz im dłużej, tym lepiej i jestem najszczęśliwszy na szlaku. Przebiegłem kilka ultramaratonów, w tym 100 mil i kilkudniowe zawody.

Jaka była Twoja ulubiona rasa do tej pory i dlaczego?

Jak dotąd moim ulubionym wyścigiem jest wyścig Lakeland Trails na 100 km w Lake District. To był mój pierwszy duży ultra. Rozpoczyna się w Ambleside o północy i zabierze Cię w niesamowitą podróż przez jeziora. Początek o północy jest magiczny. Wchodząc na pierwszą wspinaczkę, widzisz strumień świateł z czołówki.

Otoczenie jest oszałamiające, ale powodem, dla którego uwielbiam ten jest fakt, że pokazał mi, jak naprawdę się naciskać. To był pierwszy raz, kiedy stanąłem przed tak trudnym fizycznym i psychicznym wyzwaniem i udało mi się przez nie przejść i dotrzeć do mety. W przypadku ultras, wyścig staje się w pewnym momencie bardziej wyzwaniem psychicznym niż fizycznym. Tak jak fizycznie możesz „uderzyć w ścianę”, tak w długim wyścigu również uderzasz w nią mentalnie, często więcej niż raz. Ten wyścig pokazał mi, jak przedrzeć się przez tę mentalną ścianę.

Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?

To trudne pytanie. Jestem bardzo dumny z bycia mistrzem w skoku o tyczce na konferencjach plenerowych, kiedy byłem na uniwersytecie. Kiedy byłem w liceum, nauczyłem się skoku o tyczce. W moim regionie nie było zbyt wielu skoczków o tyczce, więc był to łatwy sposób na zdobycie punktów dla drużyny na mityngach. Nauczywszy się, miałem okropną technikę. Kiedy dostałem się na uniwersytet, chciałem dalej to robić i spędziłem pierwsze dwa lata próbując pozbyć się tych wszystkich złych nawyków. To było dużo pracy, ale utknąłem z tym i pewnego dnia wszystko się udało. Szybowanie nad tą poprzeczką w celu wygrania to jedno z moich największych osiągnięć.

Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek zdarzyć katastrofę wyścigową?

Mój pierwszy maraton był katastrofą. Ukończyłem wtedy sporo półmaratonów i pomyślałem, dlaczego nie spróbować maratonu. Mieszkałem wtedy w Brukseli i wtedy maraton odbywał się na początku sierpnia. Na początku było ponad 25 ° C. Zasadniczo nie miałem planu treningowego i nie miałem najmniejszego pojęcia, co robię.

Przyniosłem ze sobą kilka żeli, ponieważ słyszałem, że to właśnie powinieneś zrobić. Planowałem zwolnić w pierwszej połowie i byłem tylko kilka minut od mojego półmaratonu PB w połowie drogi. Byłem w stanie utrzymać to tempo do około 17 mili, kiedy wszystko zaczęło się rozpadać. Wziąłem wtedy oba żele i wkrótce potem dowiedziałem się, że „uderzenie w ścianę” to nie tylko figura retoryczna. Ostatnie 10 km to ciągłe obracanie się między kuśtykaniem, skurczami, rozciąganiem i chodzeniem.

Na koniec obiecałem, że już nigdy nie poprowadzę kolejnego (czyż nie wszyscy to mówiliśmy wcześniej) i nie robiłem tego przez następne 9 lat. Po przeprowadzce do Londynu dobry przyjaciel przekonał mnie, żebym przebiegł maraton w Edynburgu i wciągnęło mnie to. Wróciłem do Brukseli tej jesieni, aby stawić czoła mojemu nemezisowi. Ustawiłem tam PB, który trwał do zeszłego roku, kiedy biegałem szybciej w Manchesterze.

Jak pokonujesz niepowodzenia?

Przede wszystkim staram się spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy i dowiedzieć się, co jest tego przyczyną. Kluczem jest zrozumienie pierwotnej przyczyny i tego, co można zrobić, aby ją naprawić. Niepowodzenia i wyzwania sprawiają, że jesteśmy silniejsi. To możliwości uczenia się, które pomogą nam się rozwijać i radzić sobie z wyzwaniami w przyszłości. Odkryłem, że spędzanie długich godzin na szlaku, często samemu, uczyniło mnie psychicznie silniejszym, niż kiedykolwiek przypuszczałem. Bez względu na to, jak ciężka może być w tej chwili porażka, wiem, że sobie z nią poradzę i będę przez to silniejsza. Wraz ze wzlotami przychodzą dołki, ale po dołkach znowu będą wzloty. Czasami jest to kwestia powiedzenia sobie - lewa stopa, prawa stopa, lewa stopa, prawa stopa.

Jakiej rady chciałbyś, żebyś otrzymał, kiedy zaczynałeś?

Baw się dobrze! Kiedy zacząłem bardziej poważnie podchodzić do biegania, wywieram na siebie zbyt dużą presję. Byłem tak skupiony na końcach, że odbierało mi to całą radość. Poślubiłem mój plan treningowy i nie dawałem sobie elastyczności. Dobrze jest mieć ambitne cele, ale przede wszystkim pamiętaj, dlaczego to robisz. Teraz zawsze stawiam trzy cele na każdy wyścig. Pierwszy cel będzie trudny i wszystko musi pójść dobrze. Drugim celem będzie czas, który powinienem osiągnąć w oparciu o przebieg mojego treningu. Trzecim celem jest zakończenie z uśmiechem.

Jakie są Twoje cele?

Chcę dalej forsować się na szlakach, pokonywać trudniejszy teren i dłuższe dystanse. Miałem duże plany na rok 2020, które, co zrozumiałe, zostały przeniesione na rok 2021. Obejmują one trudny wyścig na 100 mil w Lake District (Lakeland 100) i kolejne kilkudniowe wydarzenie.

Chciałbym również spróbować więcej nieobsługiwanych długich biegów. Latem dwukrotnie przebiegłem 81-milową Essex Way z Epping do Harwich. Przebieganie dystansu bez wsparcia, noszenie wszystkiego, czego potrzebowałem ze sobą i używanie tylko kranów z wodą poza kościołami, dodało wyzwanie i naprawdę ograniczyło biegi długodystansowe do samego rdzenia. To ty kontra odległość bez zewnętrznych wpływów.

Kto cię inspiruje?

Jest wielu ludzi, którzy codziennie mnie inspirują, w tym moja rodzina i przyjaciele. Dwóch wyróżniających się dla mnie biegaczy to Damian Hall i Dan Lawson, nie tylko ze względu na swoje umiejętności sportowe, ale także troskę o środowisko. Podczas niedawnego bicia przez Damiana rekordu Pennine Way, on i jego załoga pacersów podnosili śmieci na trasie, a trasa uzyskała certyfikat ujemny pod względem emisji dwutlenku węgla. Wytrwałość i determinacja, które Dan Lawson wnosi do biegania, są dobrze znane i zawsze imponujące, co zostało pokazane w jego niedawnym FKT między Land’s End i Johnem O’Groats. Dan jest również bardzo głośnym i aktywnym działaczem na rzecz wpływu odzieży i sprzętu do biegania na środowisko.

Dlaczego warto pracować z Sundried?

Po raz pierwszy odkryłem Sundried, kiedy wykonali kamizelkę do biegania dla Tribe i byłem pod wielkim wrażeniem jakości i wydajności. Równie ważne, jak właściwości funkcjonalne odzieży sportowej, jest dla mnie jeszcze ważniejsze, aby ubrania były produkowane w sposób etyczny i przyjazny dla środowiska. To właśnie wyróżnia mnie w Sundried i sprawiło, że chciałem z nimi pracować.

x
x