• Arch To Arc Triathlon

    łuk do łuku triathlon pływać w kanale angielskim

    Arch To Arc Triathlon jest uważany za jeden z najlepszych testów wytrzymałości. Sportowcy podróżują od londyńskiego Marble Arch do Paris 'Arc De Triomphe, biegając, pływając i jeżdżąc na rowerze prawie 250 mil. Ten wyścig nie jest dla osób o słabych nerwach!

    Trasa

    Wyścig rozpoczyna się od biegu na 87 mil z londyńskiego Marble Arch na zachodnim krańcu do Dover w hrabstwie Kent. Stamtąd jest brutalna 22-milowa kąpiel w 15-stopniowych wodach kanału La Manche. Po przybyciu do Francji należy przejechać 180 mil przez francuskie tereny wiejskie do Łuku Triumfalnego w Paryżu. Tylko 42 sportowców ukończyło to wyzwanie.

    Wyzwanie dla sportowca w śnieżnym

    Organizacja

    Wyścig A2A jest organizowany przez Enduroman Events. Ta organizacja organizuje wydarzenia, takie jak Triple Enduroman który jest7,2 mili pływać, 336 mil na rowerze i 78 mil biegu. To to samo co zrobienie 3 pełnych wyścigów Ironman jeden po drugim! Organizują również różne ultra-maratony i ekstremalne zawody pływackie.

    Przeczytaj nasz wywiad z Wykończenie Arch To Arc Paul Parrish aby uzyskać prawdziwy obraz tego, jak wygląda to wydarzenie.

    Arch To Arc Triathlon Records (informacje aktualne na 2018 rok)

    Najszybszy człowiek

    Cyril Blanchard

    CZAS
    Uruchom Split 18:35:00
    Poczekaj w Dover 06.21:00
    Swim Split 14:47:00
    Poczekaj w Calais 06:25:00
    Bike Split 13:48:00
    Całkowity czas 59:56:00

     

    Najszybsza kobieta

    Jo Rodda

    CZAS

    Uruchom Split 19:52:00
    Poczekaj w Dover 16:47:00
    Swim Split 15:40:00
    Poczekaj w Calais 09:06:00
    Bike Split 17:14:00
    Całkowity czas 78:39:00
    Posted by Alexandra Parren
  • Kolarstwo Alp d'Huez na rowerze na słupku Luke Elgar

    rowery rowerowe Alpy górskie wyzwanie fitness

    Od kilku lat grupa z nas podejmuje się nieco „tam” wyzwań charytatywnych. Zazwyczaj są one związane z Royal Mail, ponieważ większość z nas to listonosze i kobiety. Od przewożenia taczek pocztowych na każdy z 3 szczytów (Snowdon, Ben Nevis i Scafell Pike) po jazdę na rowerze na różnych dystansach na 3-biegowych rowerach pocztowych Pashley, prawie wyczerpaliśmy każdy sensowny pomysł.

    Mając to na uwadze, w tym roku postanowiliśmy przesuwać granice - na pewno jako pierwsi podbiliśmy Alp d'Huez na 25-kilogramowych rowerach zbudowanych do dostarczania poczty? Pomysł został wysunięty i bez namysłu, czwórka z nas przeżyła moment „żyje się tylko raz” i zgodziła się, że to impreza na cały rok.

    Myślę, że między nami wszyscy mieliśmy wątpliwości co do przydatności rowerów i czy nasze nogi byłyby w stanie podkręcić najmniejszy z 3 wewnętrznych przełożeń piasty w górę bezlitosnego nachylenia Alp d'Huez. Jednak wszyscy zachowywaliśmy swoje wątpliwości dla siebie, obawiając się, że nie będziemy partyjni w grupie. Zbieranie funduszy zaczęło się powoli, ale gdy zbliżała się podróż i zaczęliśmy publikować zdjęcia naszych rowerów rozłożonych na dach samochodu, ludzie zobaczyli, że jesteśmy zarówno poważni, jak i głupi, co oznacza, że ​​napłynęło wsparcie.

    jazda na rowerze jazda na rowerze górska Francja

    Nasza podróż do Alp w południowej Francji była o wiele przyjemniejsza, ponieważ każde powiadomienie e-mail było kolejnym przesłaniem GoFundMe pełnym hojności i zachęty. Ostatnie 12 kilometrów do naszego hotelu sprawiło jednak, że wszyscy byliśmy zmarznięci i milczący, gdy wspinaliśmy się na to, co nas czekało następnego dnia. Z samochodu byliśmy świadkami wspinaczki, która wydawała się nigdy nie odpuszczać, a każda szpilka wydawała się natychmiast bardziej stroma, gdy zjeżdżałeś z zakrętu na drodze. Podjeżdżając pod górę do schroniska narciarskiego na szczycie, powoli przerywaliśmy zbiorową ciszę na temat braku wiary w rowery i nogi. Szybki kufel i pizza prawdopodobnie nie były receptą Gerainta Thomasa na sukces, ale te pięć dni było przed jego zwycięstwem, więc wiedzieliśmy, do kogo nie wysłać e-maila z prośbą o poradę.

    impreza charytatywna związana z wyzwaniem jeździeckim

    Dzięki temu, że czas naszej podróży zbiegł się z Tour de France (chociaż brakuje nam etapu o tydzień), byliśmy zachwyceni, widząc fanów w domkach mobilnych z dużym wyprzedzeniem, które z dużym wyprzedzeniem zapewniają najlepsze oglądanie, gdy zawodowcy walczyli na jednym z wyścigów. najbardziej niesławny szczyt kończy się. Gdy następnego ranka stoczyliśmy się z góry - z przerwami mocno trzymanymi - zostaliśmy przywitani spojrzeniem zdumienia i rozbawienia ze strony holenderskich, belgijskich i innych entuzjastów kolarstwa. Bycie mijanym przez szczupłych Francuzów, którzy oszczędzili życie włókna węglowego, nie dało nam żadnej pewności siebie, gdy szliśmy do początku przez coś, co wydawało się wiecznością.

    Zebraliśmy się na dnie około 9 rano, słońce już dawało o sobie znać i szybko zdecydowaliśmy się załatwić, zanim zrobiliśmy się zbyt komfortowo. Wszystkie nerwy i wątpliwości były obecne aż do drugiego spięcia z dwudziestu jeden. Osadziłem się w rytmie i dość wcześnie zdałem sobie sprawę, że przełożenie roweru jest fantastycznie dopasowane i że pomimo jego ciągłej wspinaczki bez spłaszczania w żadnym momencie najmniejszy bieg, na którym pozostałem do końca, sprostał wyzwaniu. Podejście w niektórych miejscach osiągnęło nachylenie 12% i nie spadło poniżej 8% od początku do końca, jednak wiedząc, że rower sprostał wyzwaniu, miałem komfort, wiedząc, że wszystko zależy od naszej kondycji. Wszyscy startowaliśmy w wielu triathlonach, od dystansu sprinterskiego po Ironman, co oznacza, że ​​podstawowa kondycja była tam, ale czy wystarczająco ciężko pracowaliśmy? A jak wyglądała nasza wspinaczka na wzgórze?

    Około 8 km w górę dotarliśmy do tak zwanego holenderskiego zakrętu, gdzie tłumy fanów Tour De France roiły się od jeźdźców w ich patriotycznych pomarańczowych strojach. Mimo, że zawodowcy nie przyjechali na kolejny tydzień, kampery były już zaparkowane, a muzyka płynęła z mandarynkowej altanki. To była nasza jedyna przerwa, aby szybko się przegrupować, uzupełnić butelki po napojach i wziąć żel energetyczny. Ostatnie pchnięcie było zauważalnie gorętsze, ponieważ wysokość oznaczała mniej cienia drzew, a przed nimi czekały długie ciągi wznoszenia się asfaltu.

    Gdy dotarliśmy na szczyt, zimowy ośrodek narciarski stał się rajem pokrytym lycrą z kawiarniami i butikami rowerowymi. Na szczęście bary pozostają batonami i nawodniliśmy się podczas francuskiego festiwalu Harley Davidson. Pomysły na kolejne wyzwanie zostały już odrzucone, ale zawsze jesteśmy otwarci na wkład.

    O autorze: Luke Elgar jest pełnoetatowym listonoszem, triathlonistą i ambasadorem Sundried.

    Posted by Guest Account
  • Essex 100 Sportive 2018

    Organizacja charytatywna Essex Bike Ride Sportif

    Essex 100 Bike Ride jest organizowany przez Action Medical Research i jest jedną z serii przejażdżek rowerowych zorganizowanych w celu zebrania pieniędzy na tę organizację charytatywną. Essex 100 rozpoczyna się i kończy w Central Parku w Chelmsford, podziwiając piękną scenerię i ciche wiejskie uliczki wiejskiego północnego Essex.

    Do wyboru są trzy dystanse - 101 mil, 60 mil lub 40 mil - a wszyscy uczestnicy otrzymują medal za ukończenie. Zdecydowałem się zapisać na 60-milową jazdę w ramach przygotowań do przyszłorocznej imprezy Prudential RideLondon, która trwa 100 mil. Postanowiłem, że gdybym mógł przeżyć 60 mil w siodle i skończyć z uśmiechem na twarzy, to przeżyłbym 100 mil.

    Rejestracja

    Od początku do końca to wydarzenie było niesamowicie dobrze zorganizowane. Informacje przed wyścigiem przesłane pocztą elektroniczną do każdego zawodnika zawierały wszystkie potrzebne informacje i był bezpłatny parking, co było miłym akcentem. Proces rejestracji przebiegał bardzo płynnie i tak szybko, że zanim się zorientowałem, wysłuchałem krótkiego opisu wyścigu i wyruszyłem w drogę.

    Trasa

    Trasa została świetnie wykonana i bardzo dobrze zaplanowana. Oznakowanie było bardzo wyraźne i nigdy nie martwiłem się, że poszedłem w złą stronę, nawet bez innych rowerzystów, którzy mnie zapewnili. Większość dróg była wolna od ruchu samochodowego, ponieważ były to takie małe i nieużywane wiejskie drogi, co sprawiło, że jazda na rowerze była bardzo łatwa i dała mi możliwość podziwiania scenerii.

    Było kilka włochatych momentów, takich jak długi odcinek drogi z luźnym żwirem, kilka ostrych zakrętów i stromych zjazdów, ale dla większości rowerzystów byłaby to standardowa praktyka. Nawet powrót do ruchliwego centrum Chelmsford przebiegał spokojnie, pomimo dużego natężenia ruchu.

    Powiedziałbym również, że ta jazda była dość „łatwa” (tak łatwa jak spędzenie 4 godzin na rowerze) ze względu na łagodny profil przewyższenia. Nie było dużych podjazdów, ale zdecydowanie powiedziałbym, że trasa jest pofałdowana - zmieniałem biegi co kilka minut, aby dostosować się do ciągłych wzlotów i upadków. Z całą pewnością powiedziałbym, że ta trasa jest przyjazna dla początkujących i każdy rowerzysta byłby w stanie ją pokonać.

    Jedyne, co chciałbym powiedzieć o tej przejażdżce w porównaniu z innymi sportowcami, które zrobiłem, to to, że ponieważ nie było tak wielu uczestników, zrobiło się tam trochę samotnie! Większość trasy spędziłem sam, podczas gdy podczas innych przejażdżek miałem dookoła ciągły strumień innych rowerzystów. Nie było to coś, co mi przeszkadzało.

    Werdykt

    Ta jazda była niesamowicie przyjemna i od początku do końca było oczywiste, jak dobrze jest zorganizowana i przyjazna. Strefy karmienia / postoje były bardzo dobrze rozmieszczone i było wiele okazji, aby usiąść, odpocząć, skorzystać z udogodnień, napełnić butelki z wodą i zatankować. Wszyscy biorący udział byli w bardzo dobrym nastroju i zdecydowanie polecam to wydarzenie innym.

    Posted by Alexandra Parren
  • Ironman Szwajcaria Zurych 2018

    Ironman Szwajcaria Zurych Wykończenie biegu

    Mój pierwszy Ironman.

    3,8 km pływania, 180 km roweru, 42,4 km biegu

    Przygotowanie do mojego pierwszego Ironmana było mieszaniną emocji, od nerwów po podekscytowanie, i ciągłego umysłu pełnego pytań krążących w mojej głowie. Ostatnie tygodnie treningów przed stożkiem były najtrudniejsze, a kiedy moje dzieci rozpadły się na letnie wakacje, rutyna stała się trudniejsza do opanowania. Niemniej jednak dotarłem na linię startu pokonując tysiące mil na treningu.

    Mój mąż i ja przyjechaliśmy do Szwajcarii w czwartek i już panowała atmosfera Ironmana. Zurych był piękny, ale niezwykle gorący. W piątek zeszliśmy do wioski, w której odbywały się imprezy, aby się zarejestrować. Nagle poczułem podziw dla całego doświadczenia. Rejestracja była łatwa, podobnie jak wydawanie pieniędzy w sklepie. Odebrałem swój rower, który został wysłany przez Ship My Tri Bike - bardzo wygodna opcja i zabrałem go na jazdę próbną przed wyścigiem. Drogi były niesamowite, ale moje nogi były jak galaretka, jednak wszystko z moim Argonem było sprawne, co było ulgą. Po przejażdżce jakimś cudem udało mi się w jakiś sposób poradzić sobie z dużym błędem debiutanta, który pojawił się w raporcie dotyczącym wyścigu Francuzów, a nie angielskich - to nie pomogło z drżeniem przed wyścigiem. Chcąc opanować nerwy, postanowiłem popływać nad Jeziorem Zuryskim. Jezioro, choć piękne, było rozległe i bardziej wzburzone, niż wyglądało - zupełnie inne niż jezioro w domu.

    Sobota była dość mroźnym porankiem, gdy kręciłem się po Zurychu, starając się trzymać z daleka od stóp, jak to tylko możliwe. Popołudnie spędziłem w wiosce, w której zawody odbyły się zawodów, na ładowaniu mojego roweru i wieszaniu moich czerwono-niebieskich toreb, gotowych na dzień wyścigu. Podczas zawodów Ironman robi się inaczej z różnymi torbami. Wymaga to starannego planowania i rozważenia, ale działa bardzo dobrze w ciągu dnia. Zrobiłem zdjęcia w przejściu, aby pomóc w wizualizacji wjazdów i zjazdów, a także zwróciłem uwagę na punkty orientacyjne, aby pomóc w znalezieniu mojego roweru - przejście było ogromne, gdy rowery były bardzo ciasno upakowane i blisko siebie. Następnym razem, gdy będę w fazie przejściowej, będzie dzień wyścigu - w końcu czas na podjęcie wyzwania, które pochłonęło tyle czasu i emocji w poprzednich miesiącach.

    Po pewnym śnie i długim czuwaniu alarm włączył się o 4 nad ranem. Podczas śniadania w hotelu panowała nerwowa atmosfera. Dużo się nawzajem, ale bardzo mało rozmów. Po kawie i jedzeniu przeszliśmy 30 minut do przejścia. Nie mogłem uwierzyć, że udało mi się wygrać dzień wyścigu. Spacer w dół był niesamowity, a ulice były mieszaniną triathlonistów odzianych w lycrę i ostatnich biesiadników z poprzedniej nocy.

    Przybywając do przejścia, szybko usłyszałem, że potwierdzono, że jest to kombinezon bez pianki. Rozmiar stojącego przed nami wyzwania nagle stał się bardzo realny i wymagało wszystkich moich wysiłków, aby kontrolować moje emocje w tym czasie. Mój mąż i ja poszliśmy na miejsce startu, gdzie atmosfera była surrealistyczna. Jedną rzeczą, która była bardzo zauważalna, był stosunek mężczyzn do kobiet - nagle poczułem się bardzo mały. Zsunąłem się w kierunku tyłu normalnego stanowiska do pływania, dodając dodatkowe 10 minut do mojego oczekiwanego czasu, aby odzwierciedlić pływanie bez kombinezonu. Moim celem na tym wydarzeniu było ukończenie (nie konkurowanie); a nie będąc kombinezonem, chciałem znaleźć swoją własną przestrzeń. Wyścig szybko się rozpoczął, ponieważ zawodnicy mogli przebywać w wodzie po 8 w odstępach 5-sekundowych. Wyszedłem do wody. Przerwałem spływ na poszczególne boje markerowe i wkrótce ustabilizowałem się w rytmie. To był kurs na jedno okrążenie, a prosta tylna część zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Kiedy wykonałem ostatni zakręt, nigdy nie odczułem większej ulgi - prawie wyszedłem z wody!

    3,8 km czas pływania: 01:31:43

    Ironman Switzerland w Zurychu pływać po jeziorze

    Kiedy wyszedłem z wody, wpadłem na T1, przebrałem się w rzeczy na rower, znalazłem swój rower, ojej, łańcuch zwisał…. Najwyraźniej został potrącony, ponieważ ktoś zabrał ich rower. Udało mi się to z powrotem włączyć i wyłączyć Poszedłem. Najbardziej nie mogłem się doczekać roweru podczas przygotowań. Trasa składała się z 2 okrążeń i zaczęła się płasko, zanim przystąpiła do kilku podjazdów w najbardziej oszałamiającej i malowniczej scenerii, jaką widziałem.

    Niestety dla mnie po prostu nie mogłem się zadomowić w mojej zwykłej strefie i szybko poczułem się bardzo niekomfortowo. Starałem się utrzymać aerodynamikę, ponieważ moja klatka piersiowa była ograniczona, a szyja była bardzo napięta. To nie było zgodne z planem. Wsparcie na trasie było fantastyczne - szczególnie na Heartbreak Hill, co było jak jazda na odcinku Tour de France. To było także miejsce, gdzie mój mężulek dawał mi bardzo potrzebny impuls.

    Gdy wszedłem na drugie okrążenie, temperatura rosła (35 stopni); i stało się to bardziej mentalną walką niż fizyczną. Miałem mdłości i musiałem wymusić odżywianie, aby spróbować trzymać się planu. Kolejne godziny były brutalne i po 6 godzinach i 18 minutach jazdy na rowerze wróciłem do T2, czując się dość okropnie.

    Czas roweru 180 km: 06:19:46

    rower kolarstwo Ironman

    Nie jestem w 100% pewien, co tak długo trwało, ale po 8 minutach w T2 wyruszyłem na maraton. Do niedawna bieganie zawsze było moją ulubioną i najsilniejszą dyscypliną. Tak się nie stało w dniu wyścigu. Za każdym razem, gdy biegałem, czułem się chory, w ogóle nie pomagał mi upał. Wsparcie w punktach pomocy było znakomite i były one w 100% przygotowane na wysokie temperatury, wydając lód i zimne gąbki. Mimo to moje ciało miało inne pomysły i co kilka minut chorowałam, przez co bardzo trudno było się zaaklimatyzować w jakimkolwiek rytmie.

    Wiedziałem teraz, że to będzie bardzo długie popołudnie, ale nie było mowy, abym się poddawał - musiałem wrócić do innej strategii. Chodzenie w wyścigu było dla mnie obce, ale wiedziałem, że muszę znaleźć jakąś strategię, aby mnie ominąć, więc zdecydowałem się na bieganie tak długo, jak tylko mogłem, a następnie chodzenie przez 3 minuty (podczas wymiotów)!

    W końcu pokonałem pierwsze z 4 okrążeń, które dość okrutnie prowadzą przez czerwony dywan i linię mety. Widząc to i atmosferę na końcu, zmotywowałem do dalszej pracy. Mój mąż był niesamowity w biegu i ciągle mnie zaskakiwał, pojawiając się w miejscach, które motywowały mnie do działania.

    W końcu, po kilku bardzo długich i bolesnych godzinach, dotarłem do 4. okrążenia i koniec był już w zasięgu wzroku. Ruszyłem na moje ostatnie okrążenie w Zurychu… ostatnie kilka kilometrów wydawało się, że trwały wieczność, ale w oddali ja mogłem usłyszeć muzykę z linii mety i móc zebrać mój czwarty zespół, było niesamowitym uczuciem. Udało mi się przebiec ostatnie kilka kilometrów i gdy weszłam do mety, emocje napłynęły do ​​mnie. Zobaczyłam w tłumie męża i usłyszałam te słynne słowa - Leanne James - YOU ARE IRONMAN.

    Czas biegu 42,4 km: 05:26:42

    Zrobiłem to, koniec w 13:32:46. To była długa droga od miejsca, w którym miałem nadzieję skończyć, ale nie obchodziło mnie to. Rozpłakałem się, gdy spotkałem mężulka, podczas gdy wydarzenia dnia toczyły się w najlepsze. Następnie bawiliśmy się na imprezie na mecie i było niezwykle emocjonalnie patrzeć, jak wszyscy kończą wyścig… wszystko z własnymi historiami i doświadczeniami.

    Po kilku tygodniach spędzenie czasu z rodziną i przyjaciółmi było bardzo przyjemne. Przed rozpoczęciem kolejnego bloku w przygotowaniu do IM Weymouth 70.3, a także Mistrzostw ETU Duathlon na Ibizie, było miło spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi.

    Czy zrobiłbym innego Ironmana? Absolutnie. Tyle się nauczyłem podczas tego wyścigu, zwłaszcza, że ​​jestem jeszcze stosunkowo nowy w tym sporcie, ale na razie pozostanę przy latach 70.3.

    Posted by Alexandra Parren
  • Prudential RideLondon 2018

    Prudential Ride London 2018

    Niedziela 29-ty lipca 2018 był dniem dorocznej Prudential Ride London - Surrey 100-milowa sportowa.Weszłam do niego miesiące temu i byłam nieugięta, że nadal będę brała udział, mimo że następnego dnia miałam iść do szpitala na zabieg.

    Wczesny czas rozpoczęcia 7am oznaczało, że musiałem by ć w Stratford na początku o 6:15am.Do dnia dzisiejszego pogoda paliła się w przestworzach 1600.Gorąca z temperaturami przekraczającymi trzydzieści stopni Celsjusza, jednak w przypadku porannego wyścigu w pełnym wymiarze 160.

    Chwilę przed moją falą niebiosa się otworzyły.Byłem zimny i nieszczęśliwy, zanim zacząłem!Na szczęście, po rozpoczęciu koleżeństwa wśród jeźdźców i krzyków bardzo oddanych kibiców naprawdę mnie w pozytywnym nastroju.Zacząłem się naprawdę dobrze bawić i naciskałem na prosty, stały rytm 19/20mph.Podjąłem decyzję wcześniej, że postaram się nie przerywać ze względu na pogodę.Wiedziałem, że z paliwem wszystko w porządku, ale jeśli chodzi o wodę, to może nie, musiałbym zobaczyć, jak poszło.

    Prowadząc na wzgórza Surrey, zacząłem jeździć na rowerze z chłopakiem z Leeds, który miał podobne tempo do mnie.To naprawdę pomogło, jak mogliśmy pracować razem, aby utrzymać się na tyłach stada innych jeźdźców.Zanim się zorientowałem, przelecieliśmy przez 50-milowy znak ze średnią prędkością 19.5mf.

    Prudential Ride London 2018

    Potem zaczęliśmy uderzać w wzgórza!Leith Hill by ł pierwszy i zdecydowanie najtrudniejszy.Było kilka paskudnych wypadków i, jak usłyszeliśmy później w prasie, śmiertelność na Leith Hill.Łatwo było zobaczyć, jak i dlaczego zdarzają się wypadki: drogi były mokre, żwirowe, śliskie ze względu na brak deszczu i było setek rowerzystów- niektórzy byli bardziej doświadczeni i cierpliwi niż inni - wszyscy próbowali dostać się z punktu A do B w najszybszym czasie.Mówią, że to nie wyścig, ale każdy rowerzysta miał swój własny cel, więc staje się to wyścig z zegarem lub własnymi celami w pewnym sensie.

    Zeszłam z Leith Hill i straciłem swojego partner a, ponieważ czułem się bardziej komfortowo schodząc z prędkością, niż on, więc zatrzymałem się na kilku nowych jeźdźców, gdy zbliżaliśmy się do Box Hill, ostatniego z wielkich wspinaczek w okolicy Surrey.

    Mimo, że bolały mnie nogi, uwielbiałam to!Moja miłość do rowerów wyszła na jaw przez zimę, kiedy zacząłem jeździć z chłopakami z Essex Roads CC.Oni naprawdę pchają mnie przez 3-4 godzinne przejażdżki i dosłownie wracam do domu i padam na stos wyczerpany, ale poprawa fitnessu była ogromna od tej cotygodniowej jazdy!

    Wracając do Londynu, wciąż padał deszcz i drogi zaczynały być coraz bardziej ruchliwe, gdy zbliżaliśmy się do punktu spotkania na kursie łączącym 19, 46 i 100-milowe kursy.W tym momencie było wiele postojów/startów i wielu nieprzyjemnych wypadków, w których ludzie skończyli na bolardach, krawężnikach itp. W tym momencie rytm zaczął się nieco przerywać i nogi zaczynały być ciężkie!Ostatnie kilka mil mijało w błocie i zanim się zorientowałem, mogłem zobaczyć łuk kończący na Mall.Popchnęłam i znalazłam, że skończyłam w ciągu pięciu godzin 34 minut, co rozbiło mój własny cel sześciu godzin!Byłem taki zadowolony, ale nagle zdałem sobie sprawę, że muszę wrócić do samochodu w Stratford... te siedem mil naprawdę boli!

    O autorze: Louise Douglass. jest triatlonistą grupy GB Age i ambasadorem Sundred.

    Posted by Guest Account
x
x