Mistrzostwa Europy w wyścigach na torze przeszkód

Nigdy wcześniej nie brałem udziału w zawodach tak dużych jak mistrzostwa Europy, stwierdzenie, że byłem zdenerwowany, to mało powiedziane. Przyjechaliśmy na miejsce dzień przed rozpoczęciem imprezy i rozejrzeć się po trasie. Zwykle mówię, że siła, przyczepność i prędkość mojej górnej części ciała działają na mnie, a na torze nie napotykam wielu problemów. To było jednak inne, wyglądało to jak kurs dla ninja i większość przeszkód śmiała się ze mnie. Pomimo tego, że z dużym wyprzedzeniem wiedziałem, że nie będę sobie radził wyjątkowo dobrze, obiecałem sobie, że spróbuję każdej przeszkody i popchnę się do końca.

Piątek był krótką trasą o długości 4 km, powiem, że to była zabawa i nauka nie tylko dla mnie, ale dla większości zawodników, trasa była brutalna. To był po prostu 4-kilometrowy wyścig typu Ultimate Ninja, a nie OCR. Nie jestem pewien co do oficjalnych danych, jednak obecny mistrz świata wycofał się z kursu i pozostało 1% pasma z 2000 zawodników….

Dobrze było widzieć, jak organ zarządzający wysłuchał zawodników i postanowił wprowadzić bardzo potrzebne zmiany w sobotnim turnieju głównym.

Sobota nadeszła zdecydowanie za szybko, jednak nastrój był dobry pomimo brutalnego wydarzenia z poprzedniego dnia. Inspirującym momentem dla mnie przed rozpoczęciem mojej fali było zobaczenie Jona Albona, obecnego mistrza świata, który po raz kolejny zajął pierwsze miejsce, jednak widząc, jak daje 1św miejsce na 2nd miejsce biegacza, ponieważ czuł, kto trafia na linię 1św Powinien być zwycięzcą, była prawdziwa sportowa rywalizacja!

Głównym wydarzeniem był 15-kilometrowy wyścig, fantastyczne przeszkody, które stanowiły wyzwanie i genialny odcinek plaży, na którym pomimo upałów przyjemnie było wietrzyć się na tym odcinku. Niestety dla mnie w piątek zrobiłem pewne uszkodzenie ręki i większość głównego wydarzenia spędziłem w bolesnym bólu, po zobaczeniu zespołu medycznego wydaje się, że nadmiernie rozciągnąłem łokieć lub być może lekko zwichnąłem, teraz czekam na rezonans magnetyczny dowiedzieć się.

Niedziela była sztafetą drużynową, każdy z 3 członków musiał przebiec 2-kilometrowy odcinek, zanim ostatnie 2 kilometry razem przebiegły. Wiedziałem, że nie powinienem był startować w tym wyścigu, jednak aby przyjechać tak daleko i trenować do tego wydarzenia, głupio było przynajmniej nie próbować. Musieliśmy znaleźć nowego rekruta do Team Broken, ponieważ jeden z naszych członków złamał jej kość w stopie poprzedniego dnia, więc zwerbowaliśmy członka Team Denmark, który był absolutnie cudownym facetem! Na koniec nazwaliśmy siebie Team Broken, mieliśmy śmieszną listę kontuzji, brak skóry na rękach, kontuzję łokcia i rozerwany biceps innego członka naszego zespołu.

Podsumowując, ta impreza była absolutnie genialna, złamała większość kierowców, ale koleżeństwo i sportowa rywalizacja z każdego kraju były wzorowe i każdy powinien być dumny z bycia częścią tego wydarzenia.

O autorze: Scott Gray jest trenerem personalnym i ambasadorem Sundried.

x
x